Borowanie to wróg każdego pacjenta. Boimy się go od wczesnego dzieciństwa, aż po śmierć. Czy raczej aż do momentu utraty wszystkich zębów. Wtedy nie boimy się już niczego.

Już sam dźwięk wydawany przez wiertło dentystyczne wywołuje panikę u wielu osób. Wraz z charakterystycznym zapachem, odgłosy borowania witają pacjenta w poczekalni, przyprawiając o dreszcze, palpitacje serca i wszystko, co najgorsze.

Ostatnio coraz więcej słychać o… tłumikach na wiertła. Genialnie proste! Aż dziwne, że wcześniej nikt o tym nie pomyślał. Skoro pacjenci boją się nie tylko samego bólu (który coraz lepiej można wyeliminować), ale całej otoczki związanej z wizytą w  gabinecie, należy ograniczać wszystkie bodźce wywołujące stres.

Z tego samego powodu coraz więcej gabinetów odchodzi od klasycznego, medycznego wystroju na rzecz dekoracji kojarzącej się bardziej z ekskluzywnym SPA czy salonem kosmetycznym. Po prostu, pacjentowi ma być miło. Miłe skojarzenia kluczem do dobrego samopoczucia.

Z punktu widzenia dentysty tłumik na wiertle oznacza: ograniczenie ryzyka utraty słuchu z biegiem lat, możliwość równoczesnego borowania i słuchania radia (albo oglądania telewizji!), ale też konieczność wysłuchiwania jęków i krzyków pacjentów.

Jak widać, postęp technologiczny niesie ze sobą rozmaite plusy i minusy.